Wyprawa do Warszawy to kolejny wyśmienity punkt tego lata. Po wyprawie do Pragi, która była wręcz mordercza jeśli chodzi o ilość nieprzespanych godzin, podróż do Warszawy od początku do samego końca wyglądała jak bajka. Mimo nawet, że musiałem wstać przed 5:00 i iśc do pracy na 3 godziny. Z pracy wylazłem o 9:00, wkrótce po tym wpakowaliśmy się w autobus. O 12:12 nasz pociąg ruszył z Dworca Głównego. Do Warszawy dotarliśmy z lekkim opóźnieniem w okolicach godziny 18 i ruszyliśmy na poszukiwania Progresji.

Bardzo ładny plakat promujący koncert.
(more…)
Meshuggah – zespół, który (na chwilę obecną) jest muzyczną miłością mego życia. Nic dziwnego zatem, że nie mogłem przepuścić okazję zobaczenia ich pierwszy raz na żywo w czeskiej Pradze. Zapytacie zaprne – dlaczego Praga? Odpowiem – wynikło to z niewiary. W co konkretnie? Otóż wraz z Bartkiem nie wierząc w fakt, iż Mesh w końcu przyjedzie do Polski zakupiliśmy bilety na Praski koncert zaraz po tym jak było wiadomo iż tam zagrają. Jeden dzień po kupnie biletów okazało się, że przyjeżdżają do Polski. Psikus. Postanowiliśmy jednak jechać. Lipa był w Czechach na koncercie Meshuggah w zeszłym roku i zaręczał, że żałować nie będziemy.

(more…)
Kolejny koncert ogranizowany przeze mnie w Skorpionie. Od razu przepraszam, że aż tyle zwlekałem z tą krótką relacją, ale czasu jakoś nie było. Kupa wyjazdów, a do tego natłok zajęć związany z pracą. Od razu powiedzieć trzeba, że koncert był udany, mimo że Sucha dała nieco dupy. Frekwencja mogła być znacznie lepsza, co pokazał pierwszy koncert. Cóż… mimo tego było jednak udanie. Kilka osób bawiło się pod sceną, a zespoły dobrze się czuły występując przed taką publiką.

Najpierw wystąpił CryptiC z Mszany Dolnej. Zaprezentowali oni materiał z ich, realizowanej w tym momencie, debiutanckiej płyty oraz kilka nowych kawałków. Na początku koncertu publiczność tylko dyskretnie spoglądała na scenę. Jednak pod koniec występu dała się już wciągnąć z napierdalanie pod sceną.
Występ Uziel był już regularną bitwą. Jak już wspominałem na początku ludzi było mniej niż na gigu Illtemperes i Arachos, co również odbiło sie na ilośći pogujących. Mimo to nie należy narzekać. Uziel to zdecydowanie kawał dobrej muzyki, co słychać było doskonale również na koncercie.

Okładka ostatniej EPki Uziela.
Miły akcent, że w prezencie od Łukasza z Uziela dostałem ich ostatnią płytę EP - Long Perished Rebels. Jestem pod wielkim wrażeniem przede wszystkim jego realizacji. Ładne menu wykonane we flashu. Multimedialne bonusy w postaci fotek oraz nagrań z koncertów. Nie brakuje również tekstów. Naprawdę dobra promka. Szkoda, że nie każdy zespół w taki sposób nie wydaje swoich LP, a co dopiero EP…
Fot.: Uziel
Nie ukrywam, że od samego początku tłumów się nie spodziewałem na tym gigu. No i tak właśnie było. Co nie zmienia faktu, że już na wstępie mogę z czystym sercem powiedzieć, iż był to jeden z najlepszych gigów na jakim byłem w tym roku. Na miejsce koncertu dotarliśmy nieco wcześniej. Zaczęło się pozytywnie, musieliśmy poczekać, aż “bileterzy” sie rozłożą. Następnie okazało się, że jest lekki poślizg.

Zespoły zaczęły grać o godzinę później niż widniało na plakatach. No nic, trzeba było czekać. Bez piwa nawet, bo wcześniej zaprawiliśmy sie nieco u Maryja w mieszkaniu, nie było więc sensu jeszcze w siebie czegoś pakować przed koncertem. W końcu zaczęli…
Forgotten Souls

Szczerze powiedziawszy obawiałem się nieco cóż to może być. Przed koncertem nie znalazłem chwili, żeby przesłuchać jakiś kawałek, co za tym idzie byłem jeszcze bardziej ciekaw. Okazało się, że mamy do czynienia z zespołem który dość ładnie wkomponował się w obraz całego szoł. Wokalista sympatycznie żartował z publicznością, muzyka również prezentowała się dobrze. Zdecydowanie wstydu nie było.
Heatenic Noiz Architect

Tutaj juz oczekiwania była znacznie większe. I przyznać muszę, iż zostałem pozytywnie zaskoczony. Zespół na żywo brzmiał znacznie, ale to znacznie lepiej niż na ich debiutanckim albumie. Było aż tak dobrze, że wraz z Bartkiem i jakimś mocno moshującym panem postanowiliśmy nieco pomłynić pod sceną. Lata już jednak zdecydowanie nie te, dlatego też dość szybko się zmęczyliśmy. ;) Generalnie jednak HNA zdecydowanie przypadł mi do gustu, jeśli chodzi o występ na żywo. Z chęcią ich zobaczę jeszcze raz (i prawdopodobnie to się uda w sierpniu ;)). Niestety dośc brutalnie w czasie gry HNA widac było, iż Polska nie jest jeszcze gotowa na tego typu projekty. Publiczność przyjmowała ich bardzo chłodno.
Ketha

Zdecydowanie to, co zachęciło mnie do przybycia na tą imprezę. I zdecydowanie otrzymałem to czego oczekiwałem. Jedyny minus jaki dostrzegłem/dosłyszałem to nieco zbyt wysoka głośność. Już od samego początku koncertu było ekstremalnie głośno, jednak na Ketha dźwięki rozbijające się o publiczność wręcz miażdżyły. Po gigu Kethy czułem się jakby mi jakiś napakowany grubas usiadł na klatce piersiowej. Inna zastanawiająca sprawa: wszystko wskazuje na to, że w czasie koncertu grane były jakieś nowe kawałki, których nie ma na debiucie. Czyżby należało się spodziewać jakiegoś nowego materiału? Oby.

Ketha i HNA
Jak wspominałem na samym początku koncert ten to jeden z najlepszych gigów, na jakich byłem w tym roku. Smutne jest tylko to, że frekwencja była tak niska oraz to, że publiczność niezbyt przyjęła HNA. Cóż, Polska w dalszym ciągu jest metalowym ciemnogrodem. Co nie znaczy, że brakuje ludzi, którzy chcą rozwijać polską scenę pojebaną. Zuo, szatan i landrynki, ave!
PS. Osobiście nieco mnie rozbroiły miejsca, w których wisiały plakaty “zachęcające” do przyjścia ana ta imprezę. Widywaliśmy je powieszone na jakiś dziwnych kratkach zaraz przy chodniku, albo np. w takich oto “atrakcyjnych” miejscach, hehe:

Fot.: Forgotten Souls, HNA, Ketha, własne
No nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić. :) Nie dość, że dotarłem na koncert spóźniony to jeszcze dość już pijany. Właściwie oglądałem niemal cały występ Sub Rosa, potem kawałek występu Semsora. Jedno co ciśnie mi się na usta: po chuj zespół, którego nikt nie zna gra ponad godzinę? Publiczność była mocno znudzona, a fakt, że Sub Rosa grała tak długo tylko mnie zachęcił do wyjścia.

Gdy może inne warunki i nieco inne podejście zespołów to nie byłoby tak źle.Pozytywne, że koncert darmowy. Wstęp miał być niby 5 zł, ale chyba ilość osób przekonała organizatorów do wpuszczania za free. Tak czy owak skończyło się na siedzeniu (oczywiście bezalkoholowym!) w przy zamkowym parku. Jak dobrze, że dobrzy ludzie zawieźli mnie samochodem pod dom. Inaczej mogłoby być naprawdę ciężko.
Fot.: MOK Sucha Beskidzka