Kraków, deszcz i jamniki
11 września 2007
Ubiegła niedziela to dzień dziwny, zakręcony z lekka. Pogoda świrowała na całego. Składałem parasol pod którym gnieździliśmy się z Gałązką Jabłoni to deszcz zaczynał padać, rozkładałem parasol to deszcze ustawał. Można się było wściec. Błądziliśmy po Krakowie, siedzieliśmy to tu to tam. Ogólnie jednak przyznać trzeba, że jak pogoda nie dopisuje to Kraków jakiś taki nudny się robi.
No, atrakcyjna w zasadzie jedna była. Widok pojebanych ludzi, którzy brali udział w „Pochód Jamników�. No fajnie, fajnie. Po chodniku się nie dało normalnie przejść, bo jakieś pojeby z poprzebieranymi psami zajmowały całą Floriańską. Nie wiem, co to miało prezentować? Sprzeciw wobec wszystkich ciemiężonych czworonogów? Swoją drogą biedne te zwierzaki, które zostały tak upokorzone.

Biedne zwierze w rękach psychopaty.
W późniejszej części dnia zrobiło się już bardziej swojsko. Pełno ludzi zmierzających na koncert Behemotha. Parę razy ktoś do nas zagadał, a raz podprowadziliśmy pewną mroczną wycieczkę pod bramy Loch Ness. Ho! Ja pojawiłem się na miejscu nieco później. O 19.30 pożegnałem wsiadającą do autobusu Gałązkę i pognałem na koncert.
Zdjęcie: TVP.pl
001: Gałązka Jabłoni,
11 wrzesień 2007, godz. 13:53Zapomniałeś napisać o Panach Dziennikarzach, którzy nieopodal Wawelu przeprowadzali jakąś sondę i chyba chcieli do nas podejść, ale po dłuższym zastanowieniu i zmierzeniu nas wzrokiem tylko uśmiechnęli się pod nosem i nas ominęli :P
Nie wiedzÄ… co stracili…

Reakcje (2)