Jesień, liście spadają…

9 października 2007

No i dotoczyłem się w niedzielę do Kazimierzy Wielkiej. Obiad zjadłem, następnie udałem się na piwo i na coś, co dumnie było zwane pizzą. No przyznać trzeba, że lokal zwany „Fuks” jest całkiem przyjemny. Jednak jeść to ja tam więcej chyba już nie będę. Cóż jeszcze rzec o minionej niedzieli? Z okazji falusowego święta, zwanego „dniem chłopaka” czy jakoś tak dostałem Lucjana. Lucjan jest żółty i zostawia na wszystkim ślady, a zwłaszcza na czarnych ciuchach. Taki psotnik jakiś. Dziękuję.

jesien.jpg
Jeeeesień, jeeeesień…

Jak widac KW obsypana jesienią jak się patrzy. Miło po parku się poplątać, przeganiać komary i deptać po kasztanach. Romantycznie jak chuj… ee… znaczy się, że bardzo odczuwalny jest specyficzny klimat pozytywnie wpływający na aurę towarzyszącą spotkaniom we dwoję. Szkoda tylko, że następna ma wizyta w Kazimierzy pewnie za miesiąc. W ten weekend do szkoły muszę, za w następny Gałązka wybiera się do mnie. Cóż, Jej rodzinna miejscowość zapewne i zimą ciekawie się prezentuje.

jesien2.jpg
…liście spadają… w dół…

Po jakże pozytywnej niedzieli w poniedziałek rano trzeba było do Krakowa jechać. Wizyta w bibliotece, pożyczanie, kserowanie. Nic szczególnego, gdyby nie fakt, że plątając się po Krakowie natknąłem się na Petera, wokalistę Vadera. Oż no zgrywus taki, poddenerwować mnie zapewne chciał, bo ostatecznie nie mogłem się wybrać na Blitzkrieg 4, który właśnie wczoraj się odbywał. Inna sprawa, że znowu wykazałem się opóźnionym refleksem. Nic to, pocieszam się tym, iż jest możliwość, że to nie był on, o!

Tydzień jakiś taki szybko pędzący. Zbliża się pora wyjścia do pracy. Druga nocka w tym tygodniu. Nie powiem, jakoś tak pozytywniej niż zwykle. Wszak nie pamiętam kiedy ostatnio rozpoczynałem tydzień nocek w poniedziałek, a nie w niedzielę. Dzisiaj rano, po pracy, wybrałem się nawet wraz z Fransułą na szoping. Jarmacny dzień w Suchej to się poszło na targ. „Mocanie kur” i kupowanie „kunia” sobie darowaliśmy, za to w okolicach godziny 6:30 stoją na zimnie, w półmroku zakupiłem sobie spodnie, ha!

 

Reakcje (4)

001: Gałązka Jabłoni,

9 październik 2007, godz. 18:49

“Zanurzać, zanurzać się
w ogrody rudej jesieni i liście
zrywać kolejno, gdy godziny istnienia…”

Ja się pytam, jakim prawem ja widuję tylko jakiegoś ciućka zwanego Maciejem Giertychem, a Ty, ot tak po protu, spotykasz na swym pielgrzymim szlaku Petera… Zazdroszczę Elpie… zazdroszczę potwornie…

Też mnie nie było na koncercie. Ale to zbyt bolesne, żeby o tym pisać…
Ech…

002: ramzel,

9 październik 2007, godz. 23:17

Ja tu tylko wspomnę, że podpis pod drugą fotką to tak zwane “masło maślane”. Jak coś spada, to zawsze w dół. Tak samo nie mówi się (a przynajmniej nie powinno) “wstań do góry” :)

PZDR

003: Elpie,

10 październik 2007, godz. 13:11

ramzel: a ja pana inteligenta odsyłam do skeczu kabaretu Mumio, zatytułowanego “Jesień”…

http://pl.youtube.com/watch?v=2gafpvbmfyg

004: czupryna,

11 październik 2007, godz. 18:43

Ja Ci dam, kurwa, zime. Słońce za miesiąc ma być! I powyzej 10 stopni, inaczej się zaczaje na Ciebie gdzieś w okolicach grodzkiej ]:->